Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z nią wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.








... pełny artykuł jest na 12 stronie „PEN. Cukrzyca i Otyłość” w wersji PDF




OPOWIADANIE


Nosze



Nie doceniałem dotąd mocy i wszechwładzy reumatyzmu. Potrafi on równie bezwzględnie zniszczyć ludzkie zdrowie jak najbardziej barbarzyńska wojna. Przede mną na noszach syczał i kwilił młody, obolały człowiek, prawie bez ciała, ledwo poruszający skórą i kośćmi. Ominęła go wojna, powaliła choroba. Pielęgniarka przyniosła szpitalną pidżamę. Pochyleni nad nim sanitariusze dźwignęli nosze i przystawili do łóżka pod oknem. Młode, troskliwe ręce sióstr uniosly sztywnego chorego i ostrożnie przesunęły na czystą pościel. Z kołdry zrezygnował. Chciał tylko koc. Chociaż i ten, jak twierdził, uwierał go.

Zostaliśmy sami. Kończąc przygotowania do spaceru, kątem oka wracałem do nowego współlokatora. Jego twarz miała w sobie coś, co odpychało, a zarazem przyciągało. Powodowały to przede wszystkim jego oczy! Duże, okrągłe, bladoniebieskie, w sinych oczodołach. Były to oczy zmęczone fizycznym bólem, w których zadomowiły się rezygnacja, ale chyba i nikła nadzieja. Nie zauważyłem jednak, aby czaił się w nich lęk przed wielką niewiadomą albo świadomość tego, co się z nim stało. Przynajmniej w tej chwili troszczył się jedynie o wygodne ułożenie. Postękując i pojękując, usiłowal wykonać milimetrowe ruchy, które sprawiłyby mu ulgę w tej na pół leżącej, na pół siedzącej pozycji. Sterczącą w powietrzu głową, wystającymi z nogawek pidżamy piszczelami przypominał Łazarza z opowieści biblijnych.

- Czy będę chodził? – zwrócił się do mnie niepewnym glosem. Wytrącony ze swych rozważań, zdobyłem się jedynie na suche słowa:

- To będzie zależało także od pana woli.

- No tak! – westchnął i popatrzył, jakby czekał jeszcze na moje odezwanie się.

Milczałem. Czułem, że zaczynam się dusić. Chciałem jak najszybciej wyjść z sali. Wynieść się ze swym niejasnym jeszcze, ale już przeczuwanym lękiem o własny los na zewnątrz.

Na korytarzu dopadli mnie dwaj szpitalni plotkarze. Zawsze podnieceni, ożywieni, żądni sensacyjnych wieści na temat każdego pacjenta, zwłaszcza nowego.

- No i co?

- Jak to co? - udałem.

- No ten nowy, co go tu przywieźli - zirytował się jeden z nich.

- Ach, ten, wypoczywa - odpowiedziałem spokojnie.

- Podobno młody. Trzydzieści sześć lat.

- Ta kobieta. co z nim przyjechała, to jego żona. Ma z nią kupę dzieci. Zdaje się czworo. Od dwóch lat stale leży.

- Czasem na wózku inwalidzkim wywozili go do ogrodu - uzupełnił drugi.

- Skąd wy to wszystko wiecie’? - zapytałem zdziwiony. - Słyszeliśmy, jak jego żona żaliła się do lekarki.


...




... pełny artykuł jest na 12 stronie „PEN. Cukrzyca i Otyłość” w wersji PDF








SPIS TREŚCI





* - artykuł pełny




O nas/Prenumerata/Reklama/Kontakt









Copyright © 2013-2016 www.lekmedia.pl www.diabetycy24.pl www.cukrzyca-vademecum.pl

*


Rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.magazynpen.com.pl jest dozwolone wyłącznie za zgodą właściciela portalu.