Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z nią wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.








... pełny artykuł jest na 18 stronie „PEN. Cukrzyca i Otyłość” w wersji PDF




Ortalion


Starsi czytelnicy zapewne pamiętają traumę kolejek po kawałek mięsa na kartki, kawę czy śledzie na Wigilię. Dobra materialne, jak dywany, regały, telewizory, pralki wystawało się w kilkutygodniowych kolejkach, z codziennym odnotowaniem obecności na specjalnej liście. Na początku lat sześćdziesiątych Polacy ?zwariowali? na tle włoskich płaszczy ortalionowych. Gdy ?rzucali? je do handlu, kolejka zamieniała się często w dziki tłum atakujący sklepową ladę. Osoby starsze i niepełnosprawne były bez szans na modny ciuch, który chronił od wiatru i deszczu. Pisze o tym nieżyjący już autor Stefan Kosiński w opowiadaniu pt. ?Ortalion?, który przez większość swego życia zmagał się z reumatoidalnym zapaleniem stawów i cukrzycą.



Nagła i gęsta ulewa zaskoczyła go na ulicy. Do pobliskiej bramy, w której schroniło się już kilkanaście osób, miał co prawda niedaleko, skrpowany jednak bezlitosnymi powrozami gośćca, pochylony z nadmiernego wysiłku, bardzo wolno posuwał się do przodu. Gdy stanął wreszcie pod sklepieniem bramy, był już całkowicie mokry. Kilkuletni, wysłużony prochowiec nie ochronił go przed gwałtownym atakiem deszczu. Zerkając zazdrośnie na przechodzących ludzi w ortalionach nagle zapragnął, aby także mieć taki płaszcz. W wyobraźni ujrzał już siebie idącego ulicą z tryumfującą miną w nowym ortalionie, od którego o odpryskiwały krople deszczu.

Punktualnie o dwunastej wgramolił się przy pomocy poręczy na drugie piętro Domu Towarowego i podszedł do stoiska z męskimi płaszczami. Półki były jeszcze puste. Z prawej strony, gdzie było więcej wolnego miejsca, stały dwa nieduże biurka. Przy jednym z nich w poważnej i urzędowej pozie stała ekspedientka. Od niej dowiedział się, że zagranicznych ortalionów jeszcze nie ma, ale w każdej chwili powinna być dostawa. Przezorność nakazała mu nie odchodzić zbytnio od biurek. Śledził wszelkie poruszenia sprzedawczyń i ich pomocników rozwożących towar na specjalnych wózkach. Krążył w pobliżu, rozglądał się i węszył, czy z którejś strony nie pachnie jugosłowiańskim Adriatykiem.

Tymczasem dochodziła już pierwsza. Wokoło stoiska gromadziło się coraz więcej ludzi. Wieść o sprowadzeniu tanich zagranicznych ortalionów rozeszła się po mieście, jak to zwykle w takich wypadkach bywa, lotem błyskawicy. Zaczął się denerwować. Towar jeszcze nie nadchodził, a od tego długiego wałęsania się rozbolały go nogi. Szczególnie stawy skokowe. Stopniowo tracił cierpliwość. Raptem wśród otacząjqcych stoisko klientów zafalowało. Ktoś z personelu poinformował ich, że sprzedaż płaszczy „Lilion“ odbędzie się o czternastej. Sytuacja nie była dla niego korzystna. Nogi coraz natarczywiej sygnalizowały ostre bóle i gwałtownie domagały się odciążenia. Po krótkiej medytacji ruszył w kierunku prawego skrzydła pietra i wzdłuż stoisk szukał jakiegoś miejsca do siedzenia. Mijał punkty sprzedaży i natrętnie penetrował służbowy metraż ekspedientek. W pobliżu klatki schodowej, obok działu z kapeluszami, stało krzesło. Nie mógł od niego oderwać oczu, jakby nie wierzył w jego istnienie.


...




... pełny artykuł jest na 18 stronie „PEN. Cukrzyca i Otyłość” w wersji PDF








SPIS TREŚCI





* - artykuł pełny




O nas/Prenumerata/Reklama/Kontakt









Copyright © 2013-2016 www.lekmedia.pl www.diabetycy24.pl www.cukrzyca-vademecum.pl

*


Rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.magazynpen.com.pl jest dozwolone wyłącznie za zgodą właściciela portalu.